Bô Yin Râ
| O MOICH PISMACH |
Przekład: Franciszek Skąpski |
Że we wszystkich czasach byli ludzie, którzy w podziwu godnej wprost wierze w siebie samych i nieomylności swoich widzeń usiłowali drugim fanatycznie narzucać domniemaną prawdę - że nigdy nie brakowało żądnych władzy spekulantów na ochoczej łatwowierności pobożnych dusz - wie o tym każdy, kto zna tęsknotę ludzkości, żeby wzbić się ponad mury, nieprzekraczalne dla fizycznie zmysłowego poznania. To jednak nie może stanowić przeszkody do zajmowania się wciąż na nowo badaniem wieści o ludzkim doświadczeniu w nadziemskich rejonach, bo choćby tu na tysiąc błędów - na tysiąc przejawów pustego pędu do ważniactwa - tylko jedno jedyne wejrzenie dotarło do zmysłowej rzeczywistości, to uwaga nasza byłaby już obficie wynagrodzona. Jestem w mało pozazdroszczenia godnym położeniu, iż muszę domagać się takiej egzaminującej uwagi dla moich własnych obwieszczeń. Chodzi tu bynajmniej nie o "światopogląd", lecz o podzielenie się moimi doświadczeniami, które mogą znaleźć swoje miejsce w każdej formie przekonań religijnych, o ile tylko nie zaprzecza się a priori możliwości nadziemskiego doświadczenia. Jak najlepiej obeznany ze słusznymi powodami do wyrażenia sceptycyzmu w odniesieniu do moich możliwości robienia takich doświadczeń, nie odmawiam niewątpliwie żadnemu człowiekowi prawa w pierwszej mierze, aby do podawanych w moich pismach wiadomości o duchowej rzeczywistości, która nas wszystkich piastuje, podchodzić z najdalej idącą ostrożnością i różnymi wątpliwościami. Ale także muszę oczekiwać poznania prawa pozwalającego mi się stanowczo zastrzec przed niebacznym zaliczaniem wyjaśnień (obwieszczeń) o moich duchowych (przeżyciach) doświadczeniach do kategorii ludzkich wymysłów, które są dla mnie co najmniej tak samo obmierzłe i niewiarygodne, jak dla najbardziej zatwardziałego sceptyka wśród moich czytelników. Muszę dalej na to wskazać, że we wszystkich moich pismach zawsze chodzi o dwa bardzo różniące się od siebie rodzaje wiadomości: - o to, co mi się stało jawne jako dla wszystkich dostępne dobro osiągalne drogą ludzkiego doświadczenia, przy czym dalekość zasięgu i głębokość możliwego doświadczenia zawsze tu zależą od uzdolnienia indywidualnego - a potem także od wiadomości, zdobyte w osobliwy, dla mnie tylko otwarty sposób doświadczenia, o ile takie zdobywanie wiadomości jest możliwe i potrzebne. Mówię w moich książkach tylko o rzeczach, które są dla mnie treścią własnego przeżycia. Właśnie dlatego jednak byłem czasem zmuszony zdać sprawę także z rodzaju i sposobu tego przeżycia. Jak jednak na przykład w pismach botanika na pewno nie chodzi w pierwszej linii o indywidualne przeżycie badacza, w miejscowości, która mu dała do ręki jego materiał do studiów, lecz o wzbogacenie jego wiedzy specjalnej, tak chcę w moich książkach wszystko, co dotyczy nie wszystkim dostępnego indywidualnego przeżycia, potraktować tylko jako objaśniający dodatek, a nacisk kładę tylko na to, żeby moi czytelnicy sobie przyswoili na własność to, co usiłuję rozwinąć w nich w zdolność do własnego doświadczenia w najwewnętrzniejszym zasięgu bytu człowieka. Każdy, kto się raz wczuł w mój sposób pisania i potem słowu i zgłosce pozwala przenikać do swego wnętrza, otrzyma ze swojej własnej najwewnętrzniejszej głębi, czego mu potrzeba. Nic jednak nie byłoby bardziej niewłaściwym, niż gdyby się chciało kierować swoje zainteresowanie na mnie jako tego, który udziela wiadomości, zamiast koncentrować się jedynie na wiadomościach, które przekazuję! Z całym naciskiem muszę się tu także zastrzec przeciw temu, jakobym chciał powoływać do życia nowy "ruch duchowy" albo nową formę religii. Ludzkość tych dni ma rzeczywiście bogaty wybór wspólnot religijnych do rozporządzania i każdy zależnie od swego nastawienia psychicznego może sobie wybrać formy, w których jego potrzebie oddawania się czci temu, co Boskie, stanie się zadość. My na pewno nie potrzebujemy żadnej "nowej religii", a tym mniej tworzenia nowych sekt! Czego jednak koniecznie potrzebujemy, to OBUDZENIA ŻYWYCH SIŁ DUCHOWYCH, które człowiek ziemski także dziś jeszcze może w sobie znaleźć, dokładnie tak samo, jak je znajdowali owi dawniejsi, którzy jako pierwsi wyznawcy skupiali się dookoła owych, dziś tysiące lat liczących, religijnych symbolów. Co się w naszych dniach tak wielu wydaje "przestarzałe" i już " nie na czasie", stoi zawsze jeszcze dopiero na początku swego rzeczywistego, duchowego działania i jeśli obecny czas odczuwa to dawniej dane jako już dla niego nieodpowiednie, to ma tylko o tyle rację, o ile brak mu miary dla wzniosłości i głębi ukrytej prawdy, którą mógłby znaleźć w przekazanych przez nią religijnych symbolach, gdyby wyznawcy nie żądali wiary w słowa tam, gdzie wszelkie słowo może być pojęte tylko jako symbol ... Bezsprzecznie wiadomości zamieszczone w moich księgach są w pierwszej linii przeznaczone dla ludzi, którzy nadaremnie usiłowali w przekazanych sobie formach religijnych dojść do prawdziwego zjednoczenia z Bogiem, a którzy jednak czują wewnętrzną potrzebę przeżywania swego bytu w harmonii z przeczuwanym poprzez nich wiecznym Źródłem Życia. Ponadto jednak usiłują te same wieści z doświadczalnych obszarów Wiecznej Rzeczywistości dosięgnąć także i tych ludzi, którzy wprawdzie trwają w szanowanych standardowych formach religijnej tradycji, ale z jednej udręki sumienia popadają w inną, ponieważ konwencjonalne więzy słowne nie pozwalają im wyzwolić w sobie wiecznych sił duszy, które pierwotnie miały być rozbudzone i wyzwolone przez przyjęcie symboli wiary. Podawane przeze mnie wiadomości o doświadczeniu duchowym nie mają bynajmniej na celu uczynić zbytecznymi stare religijne formy pojęciowe Prawdy od praczasów niezmiennej, mają jedynie jej cenną treść uczynić znów dostępną i poznawalną dla świadomości. Jak pewne jest , że tę ukrytą treść można znaleźć, tak fatalnym błędem jest wierzyć, jakoby potrzebne byłoby zakładanie nowej społeczności religijnej, aby odsłonić ten utajony wewnętrzny sens. W taki sposób popada się tylko w poważne niebezpieczeństwo ostatecznej utraty prawdziwego skarbu mądrości, który się posiadało ani o tym wiedząc, a wymienia się go na najwątpliwszej wartości bożyszcza, jakie kiedykolwiek mogły sobie stworzyć zabłąkane mózgi. Było we wszystkich czasach wiele przykładów, które to potwierdzały, a jeśli się ich szuka za dni dzisiejszych, nie trzeba iść daleko. Kto chce w symbolach swojej odziedziczonej formy religijnej szukać wiecznej prawdy, powinien w zaufaniu wytrwać przy tych symbolach, aż mu się one otworzą. To, co wyłożyłem w moich pismach, nie we wszystkich częściach jest dla niego przeznaczone - ale bardzo wiele będzie mógł sobie przyswoić, choćby nawet poczuł się zmuszony moje wyjaśnienia przetłumaczyć na modłę swoich religijnych przekonań. Znajdzie on dość słów, aby swoją wolę wiary na nowo ożywić, a gdzie tylko w zmaganiach z ciężkimi wątpliwościami starał się wywalczyć sobie jeszcze wiarę tam dzięki wyjaśnieniom, które mam dla niego, dojdzie dopiero znów do Wewnętrznej pewności. Ale także tam, gdzie się już nie ma ochoty zaufać religijnemu kierownictwu, zacznie jednakowoż niejedna przedtem zaciemniona nauka z dawnego dorobku duchowego wyjaśniać się, tak że i bez łączenia się z ziemską formą wyznaniową trafi do duszy. Co mam zakomunikować, stoi poza wiarą i niewiarą! Każda forma religijna ma swoich apologetów, a każda apologia ma swoich przeciwników. Nie ma bardziej bezowocnego marnotrawstwa czasu, niż spór o przekonania religijne. Dlatego nic nie jest mi dalsze, niż nierozsądny zamiar służyć za poplecznika jakiejkolwiek wierze albo jakiemukolwiek zwalczaniu wiary. Czytelnik moich książek może się przyglądać, jak się to, co ja mu mam do powiedzenia, może włączać do "światopoglądu", ale nie wolno mu do moich pism przystępować w błędnym mniemaniu, jakobym stał na usługach jakiejś formy religijnej, albo jej przeciwników. Chociaż staram się uwzględnić wszystkie dziedziny ludzkiego przeżywania, można jednak mówić o głównej treści moich pism, która da się może sformułować jak następuje: Podaję wieści o wiadomym mi na mocy doświadczenia zakorzenieniu człowieka ziemskiego w nieuchwytnym dla zmysłów fizycznych, a jednak tylko na sposób "zmysłowy" doświadczalnym, substancjalnym "duchowym" zasięgu sił, w którym indywidualna świadomość człowieka już podczas ziemsko-cielesnego życia może dojść do przebudzenia, - w którym jednak bez oporu po ustaniu fizyczno-zmysłowego bytu musi dojść do przebudzenia. Głoszę wieść o wiadomej mi - na mocy doświadczenia - Hierarchii indywidualnych duchowych Pomocników, która wychodzi z najwewnętrzniejszego Prajądra wyżej wspomnianego duchowego zasięgu sił i zstępuje aż do ludzkości na naszej planecie, gdzie w poszczególnych ludziach, przygotowanych do tego przed swoim ziemskim stawaniem się wypowiada się w działaniu. Głoszę wieść o wiadomej mi na mocy doświadczenia możliwości wejścia w duchowy kontakt z tą Hierarchią i wskazuję drogę, jak można to osiągnąć. Na koniec oznajmiam także, jak sam doszedłem do dostępnego mi doświadczenia i dlaczego do tego dojść musiałem. Nazwy, w których zwykłem mówić o świadomie poznanym przeze mnie doświadczalnie "duchowym zasięgu sił" i jego najwewnętrzniejszym "PRAJĄDRZE", jak i o członkach wychodzącej z niego "DUCHOWEJ Hierarchii", nie pochodzą z jakiejś samowoli w dziedzinie mowy, lecz odpowiadają formie pojęciowej, która jest wspólna wszystkim członkom tej Hierarchii, jacy dotarli na ziemię. To nie wyklucza jednak, że każdy, kto przyjmuje, co tu obwieszczone, może przetłumaczyć te nazwy na bardziej mu odpowiadające albo na milsze w jego pojęciu wyrażenia, może też wybrać słowa ze skarbca pojęć swojej odziedziczonej po przodkach formy religijnej, albo i samemu stworzyć indywidualne określenia. Chodzi tylko o to, żeby odczuł tę duchową rzeczywistość, na którą wskazują moje nazwy. Jeśli chce się pozostać przy pewnym określonym religijnie sposobie mówienia, to trzeba powiedzieć, że mówię istotnie o "czynach zbawienia" - tylko że znam "czyny zbawienia" nie jako jednorazowe zdarzenie, ale jako przebieg zawsze trwający! Zaprawdę świadomy jestem tego braku, że nie we wszystkich miejscach moich oznajmień i nie we wszystkich czasach pisania zdołałem osiągnąć taką samą jednoznaczność wyrażania, wszelako czytelnik, któremu chodzi tylko o istotną zawartość prawdy w tym, co powiedziałem, na pewno wkrótce rozpozna, jak chciałem, żeby moje słowa rozumiano. Sposób wyrażania w mowie jest sprawą ziemsko-ludzkiego udoskonalenia, a ponadto w moich objawieniach, o ile dotyczą tylko tego, co jest poznawalne tylko na wewnętrzny, duchowy sposób, chodzi o rzeczy napotykające na wielkie trudności w wyrażeniu ich słowami. Nie jest dla mnie "potrzebą", ale nieodzownym obowiązkiem to, co doświadczyłem duchowo, oznajmić moim współ-ludziom i muszę tu wyznać, że spełnienie tego obowiązku od samego początku stało mi się bardzo niełatwe. Obowiązek ten jednak spełniłem przez napisanie moich ksiąg, tak że już teraz chętnie przekazuję wyższemu duchowemu działaniu sprawę zasiania ofiarowanego nasienia do odpowiedniej gleby, żeby wydał żywy owoc, gdzie to tylko stanie się możliwe. Niewątpliwie patrzę z radością, że niejedno ziarno wzeszło, ale ta radość przejawia się we mnie tylko jako współodczuwanie duchowego stawania się, któremu tu na ziemi miałem służyć. Przykro jednak rażą mnie zawsze - z dobrej zresztą woli płynące - zapewnienia ze strony niejednego czytelnika, że się już nigdy nie dadzą odwrócić od tego, co przeze mnie otrzymali. Słyszę w takich słowach ślubowanie wierności, którego ani nie oczekuję, ani nie mogę pochwalać. Bowiem kto naprawdę pojął, co chcą mu dać moje objawienia, ten wie, że on tylko sobie samemu ma dochować wierności, ażeby odtąd uchronić się od wszelkiego błędu i pozostać na zawsze bezpiecznym w swoim Żywym Bogu. Co moje pisma obwieszczają, w to nie należy bynajmniej "wierzyć", tylko rzeczowo przyjmować, tak żeby to mogło spowodować zbudzenie własnego najwewnętrzniejszego przeżycia. Nie jestem prorokiem, który potrzebuje "wyznawców", nie jestem wojownikiem, który ogląda się za "sprzymierzeńcami", - jestem tylko pośrednikiem, przynoszącym duchowe wglądy w Wieczną Ojczyznę człowieka. Kto chce zaufać memu kierownictwu, tego nie prowadzę do siebie, tylko na drogę do jego własnego najwewnętrzniejszego wieczystego Źródła Życia, o którym świadomość na drodze doświadczalnej trwa we mnie w każdym czasie, ponieważ ja sam stałem się w nim świadomy.
Niezwykłość takiego objawienia niechaj czytelnik moich książek na razie spokojnie zostawi, aż przez stosowanie danych przeze mnie wskazówek sam dojdzie do wglądu w swoją wieczną naturę, a wraz z tym do własnej pewności sądów.
Wtedy moje słowa staną mu się tylko jeszcze potwierdzeniem jego własnego przeżycia! |
| Powrót |