Bô Yin Râ

W SPRAWIE OSOBISTEJ

Przekład: Franciszek Skąpski


Nie mogę się wprawdzie uskarżać na brak zrozumienia ze strony osób od dawna już oddających się studiom nad nauką duchową zawartą w mych księgach, lecz tym bardziej ubolewam nad rozpowszechnionym wciąż jeszcze wśród innych ludzi zapatrywaniem, jakobym żywił niedorzeczny zamiar torowania drogi jakiemuś nowemu wierzeniu religijnemu lub też skupienia dookoła siebie bezkrytycznego koła wierzących w cuda, zwolenników subiektywnych fantazji i spekulacji w sprawach niedostępnych ze zwierzęcością organów poznania. Jeżeli więc rzeczywiście muszę tu raz jeszcze wyraźnie się wypowiedzieć, to niechże będzie powiedziane:

Zarówno pierwszy jak i drugi zamiar jest mi zupełnie obcy!

Tak dalece są mi one obce, że nie mogę nawet zrozumieć owej krótkowzroczności duszy powodującej przypisywanie mi tego rodzaju zamiarów po tym, gdy ktoś naprawdę przeczytał choć jedną z moich ksiąg.

Ale muszę się też najkategoryczniej zastrzec przeciw bezpodstawnemu zaliczaniu mnie do rzędu pisarzy, dla których skłonność bezkrytycznych rzesz nie rozumiejących, bywa podnietą do wystąpienia na widownię i stworzenia sobie lekkomyślnymi spekulacjami, nie nadającymi się zgoła do wyświetlenia rzeczy rzeczywiście tajemniczych, nimbu proroka, albo głoszeniem wyroczni na podstawie głębokiej pseudonauki wyrobienia sobie tytułu znawcy tajemnych praw rządzących światem.

X

 

Gdziekolwiek docierają moje księgi, dopomagają one zrezygnowanym i strapionym duszom do osiągnięcia szczęścia.

Ten naturalny i konieczny wynik konsekwentnego życia zgodnie z wnioskami wysnutymi z moich nauk jest jedynym "dowodem" jaki mogę podać na stwierdzenie prawdziwości moich opisów ale też jedynym dowodem pełnowartościowym.

Nie dążę do żadnego innego! Rzeczą zbędną wydaje mi się przytaczanie "dowodów" na to, co samo życie osobom postępującym według moich słów, może zawsze udowodnić.

Wszelka próba łączenia moich oświadczeń, pouczeń i wyjaśnień ze światem myśli i odczuć dawniejszej wschodniej czy późniejszej chrześcijańskiej mistyki - dlatego tylko, że posługuję się wyrazami i pojęciami stamtąd zaczerpniętymi, gdyż wydają mi się odpowiednimi, a czasem nawet niezastąpionymi, gdy chcę się stać zrozumiały - siłą rzeczy musi doprowadzić do gmatwaniny i błędnego tłumaczenia moich ksiąg.

Najzmyślniejsza i najbardziej oczytana głowa nie może zrozumieć tego, co napisałem, dopóki podchodzi do moich nauk z miernikami zapożyczonymi lub wywnioskowanymi ze znanych mu wierzeń religijnych czy "systemów" filozoficznych usiłujących wyjaśnić światu rzeczy Ducha. Najmniej wszakże osiągnąć to może, gdy ulegnie nęcącej pokusie zaliczania mnie do rzędu nowoczesnych "teozofów" czy "okultystów", czy jak tam się to wszystko zwie, ponieważ nie omijałem lękliwie słownictwa utartego w tych kołach, gdy potrzebne mi było niekiedy jako środek pomocniczy do porozumienia się.

W zeuropeizowanych częściach świata nie jesteśmy bynajmniej tak zasobni w pojęcia i nazwy nadające się do zobrazowania życia w dziedzinie wiekuistej substancji ducha, by pisarz miał się zrzec bodaj jednego jedynego znalezionego przezeń wyrazu, jeśli wydaje mu się odpowiedni do ułatwienia porozumienia i nie grozi niebezpieczeństwem subiektywnego, błędnego tłumaczenia. Dość rzadko trafiają się takie wyrazy!

Cała starożytna zachodnia a następnie chrześcijańska mistyka stała się możliwa dla ludzkości tylko dlatego, że to, o czym mam mówić istniało bez przerwy na ziemi od chwili przebudzenia się wiekuistej iskry ducha w duszach niezliczonych synów ziemi zamierzchłych czasów - a istotne zrozumienie tworzenia się pojęć religijnych z góry domniemywa, że się wie o nieustannym prawie tych rzeczy na ziemi, tak jak się wie o prawie ciążenia.

"Mistyka" to nic innego, jak subiektywne, błędne tłumaczenie tego wewnętrznego doznania, które bywa czasami dostępne jednostkom szczególnie usposobionym w zależności od danej struktury substancjalnego życia duchowego. To sam o doznanie przy wybitnym uzdolnieniu do czysto historycznego poglądowego poznawania, a zatem wolnego od błędnego tłumaczenia mistyków, daje początek tworzenia się wszelkich z ducha zrodzonych religii, w których prawdy wieczne znalazły swój "dramatyzowany" wyraz.

"Dogmat" - czyli artykuł wiary obowiązujący wyznawców jest, tylko ostatecznym sformułowaniem w zewnętrznie wypowiedzianym twierdzeniu doznania wewnętrznie doświadczonego przez założyciela religii. Skutkiem tego każdy system religijny wymaga zgody na tego rodzaju twierdzenie.

Ale nie drogą gromadzenia i zestawiania wszystkich takich obowiązujących twierdzeń, zawartych w dogmatach bardzo niewielu religii powstałych z duchowego doświadczenia jednostek, dojdzie się do tego, co było podstawą założenia każdej wyższej religii - lecz prowadzi do tego jedynie i wyłącznie znajomość struktury życia w wiecznym substancjalnym duchu.

Nie zmienia to istoty rzeczy, że ową Strukturę znać mogą z bezpośredniego własnego doświadczenia tylko ci ludzie, którzy zgodnie ze swą naturą duchową żyją od wieków w tym samym życiu wiekuistym substancjalnego ducha, dzięki czemu zdolni są świadomie spostrzegać w samym sobie to życie we wszelkich jego nawarstwieniach.

Każdego czasu była to tak znikoma garstka ludzi, że prawie ginęła wśród milionów żyjących na ziemi, jakby ginęło dla oka kilka miligramów radu w piasku morskim nie zatracając jednak w rzeczywistości swej zdolności promieniotwórczej...

Wszelako jedynie owe nieliczne jednostki mogą udzielać wszystkim innym synom ziemi znajomości struktury tego życia duchowego.
Probierzem prawdziwości takich udzielanych wiadomości jest tylko stopniowy rozwój uświadomienia duszy w tym zakresie życia duchowego, który odpowiada uzdolnieniom i skłonnościom duszy pouczonego, oraz osiągnięta przez to pewność co do własnego uczestniczenia w tym, jest nieprzemijająca na wszystkich szczeblach indywidualnie - uświadamianego substancjalnego życia Ducha.

Wyraz "duch" obejmuje w niemieckiej mowie potocznej wiele rzeczy bardzo różnego rodzaju.

Działalność mózgu ludzkiego: myślenie, wnioskowanie i tworzenie pojęć określana bywa jako praca "duchowa" i w tym znaczeniu mówi się o duchu człowieka.

Zdolność ducha ludzkiego z całą naiwnością podnosi się do nieskończoności i w ten sposób dochodzi się do pojęcia o Duchu boskim.

Ale mówi się też w dogmatyce chrześcijańskiej o "Duchu Świętym" jako o "osobie": o samo wypowiadaniu się w Bogu, przy czym wyraz "Duch" nie wywodzi się od jakiejś czynności lecz oznacza coś ściśle określonego w substancji boskiej.

W tym czysto substancjalnym znaczeniu używam w mych księgach wyrazu "Duch".

Bynajmniej nie "powołuję" się jednak na chrześcijański dogmat o Trójcy, lecz przytoczyłem go tu dla wyjaśnienia, mówię bowiem wyłącznie o wiekuistym Duchu bożym starając się udostępnić zrozumienie struktury życia duchowego, w którym osobiście pędzę żywot w najwyższym stopniu świadomości jaka tylko może być dostępna synowi ziemi.

Jednocześnie najkategoryczniej zastrzegam się przeciw przypuszczeniom, jakobym pragnął nakłaniać do "wiary" w moje słowa.

To czego nauczam, potwierdza się nie wierzącym potakiwaniem, lecz jedynie i wyłącznie własnym doświadczeniem człowieka konsekwentnie postępującego w myśl moich wskazówek.

Muszę również odrzucić wszelkie sądy każdej instancji o moich naukach, dopóki człowiek wydający wyrok nie stosuje się w życiu przez czas dłuższy do wskazówek tych nauk.

X

 

W gruncie rzeczy można każdą napisaną przeze mnie księgę nazwać księgą tajemną, w każdej bowiem wykładam prawdy duchowe możliwe do poznania tylko dla tych niewielu czytelników, którzy już tam poczęli stawiać pytania, gdzie księgi moje dają odpowiedź.

W tych księgach daję wyraz prawdom, które poczynając od czasów pierwszych dźwięków mowy ludzkiej aż do moich czasów na ziemi nie mogły być tak otwarcie wypowiadane.

To, co w nich powiedziałem, pozostawało tajemnicą garstki wtajemniczonych i pozostanie nadal tajemnicą dla wszystkich, którzy się nie narodzili do takiej wiedzy. Dla niepowołanych księgi te staną się tylko pobudką do sprzeciwów, tajemnice zaś niosące wyzwolenie powołanym, pozostaną niezrozumiałe dla tych, których czas wyzwolenia jeszcze nie nadszedł.

Powstały tu księgi, które się same otwierają lub zamykają zgodnie ze stanem duchowym czytelnika. Ani w jaskiniach niedostępnych gór, ani w kryjówkach pustyń azjatyckich nie znalazłyby te księgi lepszego ukrycia niż na półkach księgarskich lub w ręku niepowołanych czytelników.

Tajemnice, które by można było zdradzić przed niepowołanymi, źle są strzeżone. Jednak to, co w moich księgach wypowiedziałem jawnie, samo się chroni przed wszystkimi, dla których ma pozostać tajemnicą.

X


Przykrą i uciążliwą koniecznością jest dla mnie wspomnienie na tym miejscu również o błędnych mniemaniach, co do których trudno mi przypuszczać, iż powstanie swoje zawdzięczają rzetelnej "dobrej wierze".

A więc, zgodnie z pewnymi kolportowanymi instytucjami, mam jakoby, poza innymi fantastycznymi twierdzeniami, w swoich wolnych od wszelkich dogmatów publikacji, służyć sprawie "Jezuitów", podczas gdy inne pogłoski z całą powagą twierdzą, że jestem na usługach "światowej masonerii" - oczywiście zawsze - dla pieniędzy!

W stosunku do tych głupich podszeptów i pogłosek muszę tu raz na zawsze wyraźnie oświadczyć, że w żadnym okresie swego życia nie byłem w ten czy inny sposób na usługach tych lub tym podobnych stowarzyszeń ani też sam nie byłem ich członkiem (i o to mnie posądzano!) jak również nigdy pośrednio lub bezpośrednio w żadnym kraju nie należałem do żadnego stronnictwa politycznego.

Nigdy nie byłem też członkiem żadnych stowarzyszeń "teozoficznych" czy "okultystycznych", jak również nie byłem nigdy uczniem żadnego członka czy osoby związanej z tego rodzaju związkami czy stowarzyszeniami, ani nawet kogoś zaprzyjaźnionego z podobnymi zrzeszeniami. Nigdy mi też na myśl nie przychodziło "zakładanie" jakichkolwiek tego rodzaju związków, chociaż wszystkim szczerze dążącym do rozwoju duszy chętnie udzielałem rady i pomocy, której ja tylko udzielać mogłem. Nigdy też i nigdzie - nawet w gronie najbliższych przyjaciół - nie występowałem w "roli mówcy".

I to muszę niedwuznacznie stwierdzić, albowiem ludzie, którzy nigdy w życiu mnie na oczy nie widzieli, z całą bezczelnością opowiadają o swych "wrażeniach" odniesionych jakoby z moich "przemówień", których nigdy nie wygłaszałem, z "posiedzeń" towarzystw całkowicie mi obcych, w miastach, gdzie po dziś dzień jeszcze ani razu nie stała moja noga.

Mnie osobiście, to nieodpowiedzialne rozgłaszanie o mnie wszelkich kłamstw, mogłoby oczywiście nic nie obchodzić ani wzruszać, ale nie dziwiłbym się, gdyby na skutek tego ludzie, którym dzieło życia mego miało nieść pomoc duchową, mogli zawahać się, azali należy tej pomocy zaufać.

A że od pierwszych słów swego jawnego nauczania przyznawałem się do siebie samego i nie dopuszczałem żadnych wątpliwości co do swego duchowego uprawnienia i obowiązku nauczania tego, czego nauczam, przeto ludzie, którzy nieprawdziwe o mnie pogłoski słyszeli i powzięli pewne wątpliwości, sami są sobie winni, skoro zechcieli raczej uwierzyć pierwszym lepszym plotkarzom o bujnej wyobraźni, niż zaufać moim wyznaniom, złożonym z całym poczuciem odpowiedzialności.

X

 

Wiem i potrafię to odczuć, że wyznania moje, - ironicznie mógłbym prawie powiedzieć: niestety! - stanowią w czasach dzisiejszych dla kulturalnych kół Zachodu coś niezwykłego.

Gdyby choć ktokolwiek zechciał trochę wczuć się, jak wielkim od samego początku ciężarem było dla mej duszy uprzytomnienie sobie tej niezwykłości w każdym przyznaniu się do siebie samego i do mojego pochodzenia duchowego, gdy przykra konieczność żądała ode mnie tego wyznania o sobie samym!

Nikt ze słyszących to wyznanie nie przypuszcza nawet, ile z tego, co do dnia dzisiejszego obowiązany byłem wyznać o swej duchowej istocie z wieczności wiodącej, musiałem jednak zachować przy sobie, gdyż dla ziemskiego - a zwłaszcza zachodniego - sposobu myślenia brakowało pojęć, za pomocą których można by było dojść do porozumienia.

Co prawda w końcu, pod naciskiem przejmujących cielesnych objawów fizycznej możliwości raptownego rozstania się z tym światem, widziałem się zmuszony do jeszcze większego powiększenia tego, co miałem pozostawić w spuściźnie jako osobliwe wyznanie, ale i tu znalazły się ściśle zakreślone granice dla tych wynurzeń, a nie było bynajmniej moim, jako człowieka ziemskiego życzeniem, gdziekolwiek te granice przekroczyć.

To co obowiązany jestem wyznać o osobliwościach swego z ducha zrodzonego życia, sięgającego od centralnego punktu absolutnego wiekuistego Ducha aż do ziemsko-ludzkiej zwierzęcości, życia stanowiącego przyczynę różnych splotów i różnorodnie przeplatanego, wywołane jest koniecznością doprowadzenia ludzi do których przemawiam, do trwałego pierwotnego fundamentu duchowego: - do niczym nie zachwianego punktu, z którego każda jednostka sama z niezbitą pewnością wejrzeć może w wiekuistą strukturę bosko-duchowego wszechżycia, stanowiącego również przyczynę istnienia każdego z osobna człowieka na ziemi.

Jeśli więc całego dzieła swojej nauki mogłem dokonać jedynie w ciągłej walce z bezprzykładnym wrodzonym lękiem przed wszelakim ujawnianiem własnych przeżyć wewnętrznych - przed każdym słowem o sprawach duchowych - to konieczność przyznania się do tego, co dotyczy mej wiekuistej natury duchowej, stanowiła i stanowi dla mnie po dziś dzień istną, prawie nie do zniesienia dla człowieka ziemskiego, torturę, której bym się oczywiście nie poddawał, gdybym nie był z ducha do tego bezwzględnie zobowiązany - mógłbym powiedzieć: - na nią skazany.

I może zaledwie jeden z tysięcy tych, dla których napisałem swoje księgi, będzie mógł odczuć, jak dotkliwym dręczeniem siebie jest zacieśnienie zwykłych moich horyzontów, odpowiadających wyłącznie wieczności, a których bezkres nieosiągalny jest dla ziemskich pojęć, zacieśnienia do tego stopnia, żeby mieć możność poruszania się w pojęciach i obrazach słownych, zrozumiałych dla powszechnej ziemskiej zdolności pojmowania. Rozpiętość tej zdolności nie zależy oczywiście od stopnia wykształcenia człowieka, starającego się ogarnąć te horyzonty, lecz jedynie od stopnia rozwoju świadomości jego duszy.

Atoli wyjawianie wszystkich tych rzeczy narażone bywa na groźne niebezpieczeństwo, że zostanie uznane za przejaw niewiarygodnej pychy, a nawet za oznakę nieopanowanej manii wielkości, każdy bowiem komu brak zdolności sądu sam nie wie, z czym tu ma do czynienia.

Wszelako posiadanie zdolności sądu o rzeczach dotyczących wiekuistego życia Ducha oznacza: - że trzeba znać strukturę owego na wskroś substancjalnego Ducha - a księgi moje nie mają żadnego innego celu jak pouczenie, w jaki sposób przejrzeć ową pełną tajemnic strukturę aż do jej najgłębszych tajników. Tak więc przyjmowanie bez uprzedzeń tekstów moich nauk jest jednocześnie najpewniejszym sprawdzianem przy ocenie znaczenia ich treści oraz sprawdzianem uprawnień autora do nauczania tego, czego nauczam.

X

 

Wewnętrzna i zewnętrzna pewność w wiekuistym substancjalnym Duchu, którą dają moje pisma, jest ściśle mówiąc wyższa od wszelkiego historycznie rozwijającego się religijnego ujęcia wiary, oraz zaiste niezastąpiona jako niezachwiana podstawa każdej nauki o rzeczach boskich dla każdej wspólnoty religijnej, nadającej rozstrzygające znaczenie "ślepej wiary" w sformułowane przez siebie artykuły wiary.

Religijne zespoły wierzących są to państwa dusz bez względu na to, czy rządzą się systemem republikańskim, czy monarchistycznym - bez względu na to, czy zakres ich władzy odpowiada jednemu państwu politycznemu, czy się rozciąga na wszystkie twory polityczne globu ziemskiego.

Każda poszczególna dusza czująca się przynależną do jednego z takich państw duszy, bądź też w nim upatrująca najskuteczniejszą formę tych sił uszlachetniających, których łaknie, powinna doprawdy umieć uszanować to, co otrzymuje w tym duszewnym zespole, a nie będzie mogła stale czynić tego lepiej niż zapewniając sobie ten otrzymany skarb na wieki, iżby już żadne inne wierzenia, ani wątpliwości nie mogły mu zagrażać.

Nie radzę też nikomu porzucać wspólnoty religijnej, z którą się czuje najściślej związany, nie jestem też przeciwnikiem żadnej organizacji religijnej, upatrującej swe zadanie w przyczynianiu się do rozwoju dusz, albowiem różnorakość jest cechą charakterystyczną bosko-duchowego życia i dlatego wielorakość duszewnych form i poglądów religijnych odpowiada wiekuistemu boskiemu porządkowi rzeczy.

Prawda o jedynej wiekuistej rzeczywistości może znaleźć wyraz w najrozmaitszych artykułach wiary, gdyż owa jedyna wiekuista rzeczywistość nie tylko sama jest nieskończenie wieloraka, lecz można ją też rozpatrywać w nieskończonej ilości aspektów.

Dlatego też - a powinno to być jawnie najwyraźniej zaznaczone - księgi moje zwracają się do wszystkich ludzi, a nie tylko do należącej do tych czy innych państw duszy. A nawet zmuszony jestem jeszcze raz stanowczo zaznaczyć, że przede wszystkim zwracam się do tych swoich bliźnich, którzy z tych czy innych powodów wyzwolili się z odziedziczonej przynależności wyznaniowej i pozostawieni sami sobie usiłują dotrzeć do przeczuwanego przez siebie duszewnego, darzącego spokojem celu.

Sądzę, iż dla nich pouczenia zawarte w moich księgach są najpotrzebniejsze, są oni bowiem Szukającymi z własnej woli i przyznają się, że sami nie znają wiodącej do celu drogi.


X


A więc od samego początku, posłuszny wskazówkom swego posłannictwa, omijałem cichymi kroki drzwi ludzi skrępowanych religijnymi tradycjami, by nie budzić przedwcześnie tych, dla których nie wybiła jeszcze godzina przebudzenia.

Wszak i bez tego dość jest obudzonych i wyczerpanych długim czuwaniem, dla których to, czym ich darzę, stało się orzeźwiającym napojem i krzepiącym posiłkiem.

Szanuję prawdę równego ze mną wiekuistego duchowego pochodzenia, nawet gdy ja widzę spowitą jak mumia w przejrzyste powijaki hieratycznej zarozumiałości.

Wprawdzie szanuję wszystko, czym nie jestem zmuszony gardzić, ale moje ziemsko-ludzkie gorące pragnienie tolerowania wszelkich ziemsko-ludzkich spraw, ma jednak duchowo zakreślone granice.

W dzisiejszych czasach jestem jedynym spośród równych mi w duchu wiekuistym, przez kogo świat może otrzymać wieść o tych wszystkich sprawach, które przetrwają wszelkie myślenie.

Jako ułomny człowiek ziemski, który w swych trudnych przejasnych dniach czuje się wydany na łup przeróżnych dolegliwości cielesnych - nie należę bynajmniej do rzędu tych, których cielesny dobrobyt usposabia do rojeń, że są wyniesieni ponad sfery życia innych śmiertelników.

Ani jedno duchowe doznanie rzeczy wiekuistych nie doszło do mojej ziemskiej świadomości zanim nie zostało przesiane przez twarde sito ziemskich udręczeń.

Inaczej też być nie może, gdyż wiekuista substancjalna duchowość wtedy dopiero ujawnić się może, w sferach ziemskich, gdy dzisiejszy śmiertelnik, który niegdyś - zanim ziemia płodziła życie - w królestwie wieczności - ofiarował się również w ziemskiej woli do znoszenia wszelkich cierpień cielesnych, które wskutek przyjętej na siebie w duchu gotowości muszą być nałożone, aby mógł je pozbawić wartości w obliczu własnej duszy.

Żadne przysłowie nie jest tak błędne, jak owe na wskroś materialne, tak obce wszelkim sprawom duszy, a w swej bezmyślności wyrażające poglądy, że tylko w zdrowym zwierzęcym ciele jest zdrowa dusza.

Można by było również powiedzieć, że coś wręcz przeciwnego odpowiada prawdzie, pewnikiem zaś jest że u milionów ludzi naleźć można zdrowe ciało z chorą bądź od dawna "obumarłą" duszą, a co najwyżej jedno jedyne chore ciało będące wyrazicielem chorej również duszy. Można by było zadać raczej pytanie w jaki sposób w zdrowym fizycznie ciele przebywa jednak zdrowa dusza?

Oczywiście więc to, co niedwuznacznie wyżej powiedziałem, skierować należy do tych wszystkich ludzi, którym moje życie ziemskie odbiera spokój, ponieważ nie odpowiada ich fantastycznym pojęciom, według których każdy świadomie żyjący w wiekuistym substancjalnym duchu powinien być całkowicie wolnym od wszelkich cierpień ziemskich.

Jak zaś w wyżej przytoczonym wątpliwej wartości przysłowiu kryje się jednak prawda, że mózg musi być zdrowy, by nie zniekształcał wyjawienia się duszy, tak też i poza tego rodzaju fantastycznymi pojęciami ukrywa się pewna doza prawdy, gdyż istotnie żadne cierpienie ziemskie człowieka świadomego swej wiekuistej duchowości nie może nigdy dotrzeć do jego świadomości duchowej, choćby jego ziemska świadomość, mająca swe siedlisko w mózgu, była nie wiem jak dręczona przez męki ciała lub duszy.

Istnieje wprawdzie dla człowieka świadomego siebie w wiekuistym Duchu możliwość wydatnego przytępienia mózgowej świadomości na wszelkie sygnalizowane za pomocą nerwów cielesnych bóle, ale stosowanie tego rodzaju odrywających od skupienia praktyk - które nawiasem mówiąc w krajach azjatyckich są doprowadzone do mistrzostwa przez bardzo wielu ludzi bynajmniej nie posiadających świadomości w wiekuistym Duchu - musiało by siłą rzeczy niezwłocznie zniszczyć świadomość żyjącą jednocześnie w ziemskości, przy czym samo przez się stały by się niewykonalne ciążące na mnie w ziemskości obowiązki duchowe.

X



Wreszcie muszę tu wielu błędom co do rodzaju moich duchowych doznań przeciwstawiać pewne rzeczy zaczerpnięte z rzeczywistości.

Nie mam wcale zamiaru zwalczać tych błędów, ale poczuwam się do obowiązku powiedzieć tyle, aby nie ponosić winy, jeśli owe błędne mniemania zechcą się w dalszym ciągu utrzymywać.

Aczkolwiek sądziłem, iż od dawna dałem już dostateczną ilość wskazówek, wciąż widzę jednak z wynurzeń wielu czytelników moich ksiąg, że nie mogą oni wyzbyć się myśli, iż i moja droga do poznania musiała się również rozpoczynać od ziemskich pytań i od chęci poznania, by w końcu dotrzeć do sfer wiekuistych. W rzeczywistości jednak było coś wręcz przeciwnego!

Moja droga duchowa wiodła z najwewnętrzniejszych głębi wieczności ku sferom duszy a wreszcie do ziemskości.

Na drodze tej chodziło jedynie i wyłącznie o to, by odczuwanie duszy oraz ziemskie w mózgu utajone poznanie uczynić stopniowo zdolnymi do przyjmowania i rozumienia mojej duchowości. W moim życiu ziemskim nie byłem nigdy Szukającym w sensie mózgowego dążenia do wyjaśnienia czegoś ukrytego dla myśli.

Wprawdzie bardzo potrzebowałem niegdyś pouczeń w rzeczach ziemskich, aż wreszcie moje zewnętrzne, mózgiem uwarunkowane pojmowanie było w stanie poznać rzeczy niezbędne dlań do zrozumienia.

I dziś jeszcze w dalszym ciągu potrzebuję pouczeń w powyższym znaczeniu, a gdybym miał jeszcze sto lat przebywać w ziemskości, mój ostatni dzień na ziemi musiałby mnie zastać w takiej samej potrzebie.

Oczywiście chodzi tu o bardzo różne rodzaje potrzeby pouczeń, ale wspólną ich cechą jest to, że może je zaspokoić jedynie wiekuisty substancjalny duch i wyłącznie moja własna duchowość, przy czym tego rodzaju pomocy musiano mi udzielić od chwili przebudzenia mego ziemskiego rozumu. I dziś udzielono by mi zawsze takiej samej pomocy, gdybym się bez niej obejść nie mógł.

Mógłby ktoś wprawdzie powiedzieć, że człowiek obdarzony intuicją i oświeceniem odczuwa je jako pochodzące ze sfer duchowych, przy czym przypuszcza możliwość przyjęcia ich przez duszę albo przez mózg, w moim wypadku chodzi jednak o coś innego.

Człowiek obdarzony intuicją jak również oświecony jest w ziemskości swojej tylko częściowo świadom dziedzin duszy. To, co otrzymuje, jest mu ofiarowane przez inną istotę, bez względu na to, jak tę ofiarę będzie odczuwał i nazywał.

Ja wszakże świadom byłem siebie samego w wiekuistym duchu już przed niepojętym dla naszej wyobraźni czasem zanim w ziemskości zrodziło się dla mnie ciało, które tu miało ogarnąć mnie również swą ziemską świadomością.

Ten mózg ziemski nie mógł zaznać potrzeby szukania oraz pragnień przekraczających jego możliwości i musiał być gotów do przyjęcia tego, co wieczne, skoro miałem w nim osiągnąć świadomość siebie, taką, jaką dziś w nim mam. Mogę rzeczywiście uświadamiać w nim siebie o tyle, o ile jest on w stanie świadomie ogarnąć mnie w sobie bez uszczerbku dla moich sił.

Ponadto świadom jestem siebie samego w dziedzinie swej duszy oraz - od pra-początku w mej wiekuistej duchowości istotnie już bez żadnych ograniczeń.

Widoczne dla mnie do najdrobniejszych szczegółów ziemskie niedokładności mojej w słowa ujętej nauki, pochodzą z jednej strony z ograniczoności sił mózgu, do których stosować się musi moja świadomość, z drugiej zaś z różnorodności odcieni doczesnych sposobów wysławiania się i potrzeba te niedokładności przyjmować takimi jak są, jeśli się nie chce wręcz odrzucić wszystkiego, co z wiekuistego Ducha przynoszę na ziemski padół. Dzieło moje byłoby nieprawdziwe, gdyby obok znamion wiecznych nie nosiło śladów ziemskiej niedoskonałości ludzkiej.

Co istotnie pochodzi z najwewnętrzniejszego ośrodka wiecznego życia duchowego w jego nadkosmicznej doskonałości, nigdy nie powinno się wstydzić braków ziemskiej zdolności wypowiadania się.

"Bóg tak chciał" -: odrzekł Fr. Angelico współczesnym malarzom, gdy mu proponowali jakąś zmianę w jego obrazach, mającą je uczynić doskonalszymi.

Powrót


 Copyright 2000 - VIA AD ALTUM